" - kulinarny kunszt w wykonaniu najlepszych kucharzy z kraju i ze świata
- wykwintne smaki kawy w połączeniu z wyjątkowymi deserami i czekoladą
- wina z najlepszych winnic oraz najznakomitsze sery świata
- pokazy kulinarne prezentowane przez profesjonalnych kucharzy i gwiazdę wieczoru
- degustacja potraw i przekąsek
- pokazy baristów - tajniki parzenia kawy
- przepyszne desery i słodycze
- czekoladowa fontanna
- odkrywanie kuchni orientalnej
- pokazy barmanów
- degustacja win i serów
- bezpłatny katalog z kuponami rabatowymi o wartości kilkuset złotych"
Kto by się nie jarał? Nasza ekipa była bardzo podekscytowana. Cieszyliśmy się jak bajtle przez ostatnie dwa tygodnie i chwaliliśmy się każdemu kto chciał (lub nie chciał) słuchać. Tym bardziej jest przykro pisać, że Festiwal okazał się w najlepszym razie klapą. A mogło być tak pięknie.
Wpadliśmy około 11:30. Akurat na pokaz gotowania meksykańskiej zupy z kaktusem. Sam sposób prezentacji pozostawiał wiele do życzenia. Zapomnijcie o podwyższeniu lub rzutniku umożliwiającym zobaczenie czegokolwiek z odległości większej niż drugi rząd krzeseł. Po co? Uruchomcie wyobraźnię ludziska, bo tylko to wam zostaje. Pokaz prowadzili profesjonalni szefowie kuchni, panowie Tomasz Nowak oraz Krzysztof Gawlik, którzy do pomocy wzięli sobie osoby z publiczności. Komentarze i żarty kucharzy wzbudzały wyraźne zażenowanie wśród publiczności. Ich poziom nie dość, że sięgał dna, to jeszcze próbował przebić się do piwnicy. Lubię żarty o podtekście seksualnym, ale jeżeli mam odmierzać z zegarkiem na ręku czas od żartu o "daszku nad ptaszkiem" do sugestii co wybrana z publiczności pomocnica może robić na kolanach, to wolę spasować. Należy jednak panom przyznać, że zupa była smaczna. Pikantna papryczka ciekawie korespondowała z kwaskowatym smakiem marynowanej opuncji i przypraw. Zważywszy na ilość chętnych do degustacji, rozdanie jej poszło całkiem sprawnie.
Potem poszliśmy na degustacje i po drinki. Idąc na taką imprezę w kilka osób warto zastosować strategię, że gdy pierwsza grupka czeka na jedną rzecz, druga stoi w kolejce po coś innego.
Jeżeli chodzi o drinki: według wizytówek, które były przy wodopoju, stanowisko obstawiała firma "Extreme Bar". Trzeba było przyznać panom za barem, że uwijali się jak mogli. Kolejka była potężna, zwłaszcza, że napoje wydawano tylko w przerwie między pokazami. Do wyboru klasyka, między innymi mojito, blue lagoon, sex on the beach. Drinki nerek nie urywały (ciut za dużo lodu ;) ), ale były dobre.
Nadszedł czas spróbować indyjskiej kuchni. I tu trzeba przyznać, że restauracja Bombaj Tandoori z Sosnowca według nas najlepiej wyszła na całej tej imprezie. Po pierwsze dlatego, że nie miała praktycznie żadnej silnej konkurencji, a po drugie, bo jedzenie było autentycznie dobre, a obsługa sprawna i uprzejma. Podawano ryż z warzywami, pikantnego kurczaka w sosie śmietanowej oraz przystawki: wegetariańskie pierożki samosa i małe placuszki z soczewicy, które mogły być lepiej podgrzane. Do tego wydawano herbatę parzoną na mleku i rozdawano 25% zniżki na posiłki w lokalu. Całkiem nieźle. Wielka tylko szkoda, że degustację zorganizowano w dwóch transzach, co spowodowało, że nie wszyscy mogli spróbować.
O 14:00 był kolejny pokaz, tym razem dorsz w salsie z mango. Posłuchaliśmy kolejnej dawki żartów i powyobrażaliśmy sobie jak dokładnie wszystko jest przygotowywane. Takie kulinarne słuchowisko w gruncie rzeczy. Dorsz był niezły, jednak zdarzały się porcje, które nie zawierały mango w salsie z mango (Jak w mojej. Było mi smutno).
Po rybie postanowiliśmy obejść stoiska. Poszło nam szybko. Atrakcji było niewiele.
"Fontanna czekolady" okazała się małą fontanienką, która bardzo szybko zrobiła się nieczynna i straszyła zaschniętą czekoladą i śmietnikiem, który się wokół niej zrobił. Właśnie, w kwestii czystości: trudno mieć pretensje do dziewczyny, która uwijała się jak w ukropie i sprzątała co mogła, ale bardzo szybko stoliki zapełniły się pustymi szklankami, kubeczkami i serwetkami. Zanim ktoś fuknie, że "to ludzie robią ten syf" uprzedzam, że w większości przypadków nie było innego wyjścia. Brakowało miejsca gdzie można by było odkładać puste szklanki, koszy było zdecydowanie za mało i były one przepełnione. To małe drobiazgi tworzą klimat imprezy, a tutaj organizatorzy się wyczuciem nie popisali.
Ze stoiskami było bardzo biednie i one były raczej biedne.
Ciasteczkami, darmowymi magazynami i zaproszeniami na konsultacje reklamował się Natur House. Panie, które zajmowały się promocją zachowywały się profesjonalnie, były bardzo uprzejme i wyczerpująco odpowiadały na pytania naszego towarzystwa.
Na plus zapisałabym także stoisko z sokami regionalnymi. Sok jabłkowy, który można było tam spróbować, przyprawiony cynamonem i jałowcem był naprawdę bardzo dobry.
Z kolei jeżeli ktoś chciał popróbować różnorodnych produktów "Bacówki" to musiał być zawiedziony. Do wyboru był: mały kawałek pasztetu lub mały kawałek pasztetu. Ewentualnie można było zjeść odrobinkę pasztetu. Słabo, bardzo słabo.
Mieszane uczucia budziło stoisko firmy dobrewina.pl Można mieć wątpliwości, czy wina te pochodziły z "najlepszych winnic świata". Nasz powidokowy degustator był raczej zadowolony, chociaż głównie z ceny, w której można było kupić wybraną butelkę. Student potrafi docenić odpowiedni stosunek jakości do ceny. Cytując "Bardzo tanie, bardzo dobre". Nasza ekipa jednak nie poczuwa się jednak do bycia ekspertami w tej dziedzinie (chociaż, no cóż. Zależy jak definiujemy eksperta).
Kontynuując temat stoisk...to tyle. "Najznakomitszych serów świata" nie było. Właściwie to nie było żadnych serów do degustacji. Duży zawód. Podobnie jak brak zapowiadanej Kopalni Cukierków Hanys. No cóż. Organizator skarżył się na brak profesjonalizmu firmy, a my skarżymy się na brak profesjonalizmu organizatora. Brakowało także "bezpłatnych katalogów z rabatami o wartości kilkuset złotych".
W tak zwanym międzyczasie zaliczyliśmy też kawę (osławione "pokazy baristów - tajniki parzenia kawy").
Udało się nam tak wstrzelić, że kolejka była niewielka (bo zazwyczaj była potężna, choć nie tak długa jak do baru). Ekipa z "Colours od Coffee" robiła całkiem niezłe kawy smakowe z efektownymi wzorkami, ale oczekiwaliśmy czegoś więcej.
![]() |
| Ale wzorki sympatyczne. |
Ostatnią degustacją na, którą się wybraliśmy były roladki z kurczaka w cieście francuskim na ratatouille. Uwielbiam robione na sposób francuski duszone warzywa, więc do ratatouille podeszłam z rezerwą. Było jednak bardzo dobre, żadne warzywo ani przyprawa nie zdominowały dania. Roladki były średnie. Nie każdy z nas dostał porcję, która faktycznie zawierała ciasto francuskie. W przygotowaniu dania pomagała "gwiazda wieczoru", uczestniczka programu Masterchef. Przyjęta przez większość osób bez emocji, bo i skąd je wziąć? Na antipasti z grillowanych warzyw, pieczonego sera i krewetkowej tempury oraz na lody smażone w oliwie nie chciało nam już się czekać. Spróbujemy je kiedyś zrobić u nas i podzielić się wrażeniami na Powidoku ;)
Całą imprezę można by ocenić na 4,5/10, a to i tak ze względu na dwie zasadnicze kwestie:
1) zaproszenie udało nam się kupić na zakupach grupowych za 40 złotych
2) udawało nam się wstrzelić tak, że i mogliśmy podegustować i nie staliśmy za długo w kolejkach.
Obiektywna ocena powinna być jednak niższa. Wiele osób, które przyszło około godziny 15:00 (impreza miała trwać do 21:00) była załamana kompletnym bałaganem, który panował na salach. Słychać było skargi, że komuś nie udało się niczego (!) spróbować. Widzieliśmy gości, którzy na miejscu pisali zażalenie z żądaniem zwrotu pieniędzy. Na Facebooku pojawiła się sugestia aby złożyć pozew zbiorowy w razie braku odpowiedniej reakcji ze strony organizatora. Niektóre bilety poszły w cenie 100 złotych, rozmawialiśmy też z osobami, które przyjechały do Katowic z Łodzi i nic dziwnego, że czuły się oszukane. Trudno przewidzieć, czy będzie lepiej w Krakowie, jednak tutaj organizator najzwyczajniej w świecie zawalił sprawę.
Zapowiadano wielką ucztę, a było trochę jak na lichej stołówce.
Ekipa Kuchennego Powidoku nie skreśla idei Festiwalu, świetnie, że coś takiego w regionie się dzieje. Mamy jednak nadzieję, że w przyszłym roku organizatorzy wyciągną odpowiednie wnioski. Czy jednak odzyskają zaufanie śląskich miłośników kulinariów-to zupełnie inna kwestia.
P.S.
Jako, że na facebookowej stronie organizatora kasowane są negatywne komentarze, a zdjęcia przedstawiają tylko mały wycinek tego jak wyglądał festiwal: kilka fotek uzupełniających:
![]() |
| Brakuje tylko chaosu szklanek z wczesnych godzin popołudniowych ;) |




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz